Wspomnienie o Stanisławie Adamskim

STANISŁAW ADAMSKI – ŻOŁNIERZ I DZIAŁACZ POLSKI WE LWOWIE

                                                                                               Nic nie istnieje i nie znaczy,
                                                                                               Jest tylko Lwów.
M. Hemar

     Stanisław Adamski, był człowiekiem niezwykle aktywnym, pracowitym, a przy tym ogromnie skromnym. Na te cechy jego charakteru złożyły się tradycje rodzinne, wychowanie, wierność zasadom moralnym, staranne przygotowanie do służby wojskowej i działanie w ścisłej konspiracji. Wynikają stąd ogromne problemy z ustaleniem wielu faktów biograficznych dotyczących działalności. Dotyczy to między innymi nazwiska, ponieważ do jesieni 1939 roku posługiwał się prawdziwym nazwiskiem – Kruczkowski,
a później fikcyjnymi – Jaworski i Adamski, od 1944 roku aż do śmierci pozostał przy tym ostatnim, przybranym wcześniej jako pseudonim konspiracyjny.
Ze Stanisławem Adamskim spotkałem się we Lwowie w roku 1997 i nie byłem wówczas świadomy, że jest to moja pierwsza i ostatnia z nim rozmowa. Zarówno ta rozmowa jak
i zebrane materiały utwierdziły mnie w przekonaniu, że potrzebne jest upowszechnienie wiedzy o postawach ludzi tak niezwykłych.
Stanisław Adamski urodził się 16. grudnia 1916 r. we Włodzimierzu Wołyńskim jako Stanisław Kruczkowski – syn Anny Córkowskiej i Jana Kruczkowskiego. Rodzina państwa Kruczkowskich wywodząca się ze Zbaraża od wielu pokoleń brała udział w polskich ruchach niepodległościowych, więc dzieciństwo Stanisława od początku przebiegało
w atmosferze patriotyzmu oraz wielkiego szacunku dla historii, tradycji i kultury polskiej. Ojciec Stanisława przed I wojną światową był członkiem Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” (TG „Sokół”), działał także tajnej Polskiej Organizacji Wojskowej (POW), powstałej z inicjatywy Józefa Piłsudskiego w październiku 1914 roku z połączenia Polskich Drużyn Strzeleckich i Związku Strzeleckiego.
Państwo Kruczkowscy po przeniesieniu się do Lwowa chętnie udzielali pomocy tym, którzy jej szczególnie potrzebowali. Jednym z przykładów ich działalności charytatywnej jest fakt ufundowania stypendium dla polskiej młodzieży spoza Lwowa, studiującej na Uniwersytecie Jana Kazimierza.
Rodzeństwo Stanisława: Bogusława, August, Marian, Zygmunt, Zofia, Elżbieta i Janina, wyniosło z domu głęboko patriotyczne cechy oraz poczucie obowiązku służenia ojczyźnie i poświęcenia się dla niej, jeśli tylko tego wymagałaby sytuacja. Na skutek ukształtowania przez tak patriotyczną atmosferę domu rodzinnego, Stanisław Adamski bardzo wcześnie postanowił realizować się w działalności konspiracyjnej, podobnie jak znaczna część jego rówieśników w tym okresie. Ponadto rodzina Kruczkowskich niezwykłą czcią darzyła Józefa Piłsudskiego, co też w sposób oczywisty nie mogło pozostać bez wpływu na przyszłą postawę bohatera i jego poglądy polityczno – społeczne.
Stanisław uczęszczał do VIII Państwowego Liceum i Gimnazjum im. Króla Kazimierza Wielkiego we Lwowie, o której to szkole i profesorach w niej uczących napisze po latach w swojej książce pt. „Tylko we Lwowie” Jerzy Michotek, wspominając także swojego kolegę z czasów lat szkolnych – Stanisława.
Po ukończeniu we Lwowie szkoły i gimnazjum oraz zdaniu matury, Stanisław Adamski odbył jako ochotnik służbę wojskową na Dywizyjnym Kursie Podchorążych Piechoty
w tymże mieście, z zamiarem uzyskania stopnia oficera zawodowego. Plany te musiały zostać odłożone w czasie na skutek wybuchu II wojny światowej 1 września 1939 r.
Jego osobiste wspomnienia znajdują potwierdzenie w licznych publikacjach i relacjach świadków wydarzeń. Duże znaczenie dla ustalenia faktów z jego życia i działalności miała korespondencja prowadzona pomiędzy Stanisławem Adamskim i prezesem Opolskiego Oddziału Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”, Krystyną Rostocką oraz członkiem Rady Krajowej „Wspólnoty Polskiej” i dyrektorem Radia Plus w Gdańsku, Adamem Hlebowiczem.
Stanisław Adamski został odznaczony przez prezydenta Lecha Wałęsę Krzyżem Komandorskim Orderu Zasługi, a w 1994 roku Medalem Ossolineum za ocalenie spuścizny profesora Mieczysława Gębarowicza – historyka sztuki, wykładowcy Politechniki Lwowskiej i Uniwersytetu Lwowskiego oraz dyrektora Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, a także kustosza Muzeum im. Lubomirskich, człowieka niezwykle zasłużonego dla kultury Lwowa. Krótko po śmierci prof. Gębarowicza, wraz z synami Stefanem i Marcinem, uratowali przed zniszczeniem zbiory należące do profesora, które następnie trafiły do Wrocławia dzięki Maciejowi Matwijówowi, pracownikowi wrocławskiemu Ossolineum i autorowi książki o tragicznej historii Ossolineum w latach 1939 – 1946. Zapewne nieprzypadkowo to właśnie Maciej Matwijów przywiózł archiwum profesora Gębarowicza do Polski, ponieważ jest to historyk szczególnie interesujący się postacią profesora. Maciej Matwijów twierdzi, że gdyby nie śmiały pomysł Stanisława Adamskiego, owe zbiory prawdopodobnie uległyby dewastacji, a w najlepszym razie trafiłyby do jakiejś mało znaczącej ukraińskiej biblioteki.
Stanisław Adamski używający w czasie okupacji pseudonimów „Siewierz”, „Korwin”, „Karol”, „Radegost” zapisał się w pamięci przyjaciół i znajomych jako człowiek zacny, patriota i społecznik, który wyróżniał się przy tym wielką skromnością
i bezinteresownością uważając za swój obowiązek wspieranie kościoła i polskości nie tylko na Ukrainie, ale i w całym Związku Radzieckim oraz szerzenie wiedzy o prawdzie historycznej na tych terenach, a także o tym, że po wojnie nie wszyscy Polacy zostali ekspatriowani do Polski, że wielu z nich tam pozostało.

S.ADAMSKI W SWOIM LWOWSKIM DOMU                                                        Stanisław Adamski

W czasie kampanii wrześniowej 1939 roku Stanisław Adamski jako kapral podchorąży trafił do 4. kompanii 2. batalionu 40 pp. im. „Dzieci Lwowskich” i będąc jej dowódcą, podążył 4. września ze Lwowa do Warszawy w celu obrony miasta przed hitlerowskim najeźdźcą. Już po dwóch dniach drogi, 6. września, w Białej Podlaskiej batalion zbombardowany został przez zmasowany atak niemieckich samolotów, jednak po dwóch dniach udało mu się dotrzeć do stolicy. W chwili przybycia tam 8. września, od tygodnia trwała wojna obronna Polski, a Warszawa od początku kampanii wojennej była jednym
z głównych celów bombardowania niemieckiego lotnictwa Luftwaffe. Batalion Stanisława Adamskiego nie miał czasu na odpoczynek, ponieważ w niedługim czasie po przybyciu do stolicy żołnierze otrzymali rozkaz zajęcia stanowisk bojowych. Wykonanie rozkazu utrudniał fakt, że miasto było stale bombardowane przez Luftwaffe, nierzadko też dawała o sobie znać niemiecka artyleria oraz wysyłane na rekonesans zwiadowczy czołgi. Ich celem było rozpoznanie stanowisk i sił broniących Warszawy. Kompania Stanisława Adamskiego natrafiła na opancerzone wozy bojowe w okolicach Placu Narutowicza na Ochocie w momencie przemieszczania się na wyznaczone wcześniej pozycje obronne. Wydzielona drużyna, będąc na pierwszej linii, ubezpieczana była przez II pluton kompanii, którą dowodził sierżant podchorąży Stanisław Karałow oraz stanowiska kompanii obsługującej karabiny maszynowe pod dowództwem porucznika Adama Ralskiego.
W najbliższej okolicy ulic Białobrzeskiej i Opaczewskiej zainstalował się również
2. batalion 41. pp. Żołnierze, otrzymawszy rozkaz, wykopali rowy strzeleckie oraz rów dochodzący do nieopodal stojącego sierocińca, w którym zorganizowano punkt opatrunkowy obsługiwany najpierw przez zakonnice, a z czasem przez przeszkolone
w tej dziedzinie harcerki. Pluton Stanisława Adamskiego wykorzystując artylerię przeciwpancerną zatrzymał pierwsze natarcie czołgów oraz samochodów pancernych. Udało się plutonowi zniszczyć cztery czołgi, które zostały natychmiast przeszukane przez żołnierzy.
Rano, 9. września, pod osłoną bombardujących samolotów ruszyło niemieckie natarcie. Otwierały je czołgi oraz wozy pancerne z działami małego i dużego kalibru. Przed tymi pojazdami maszerowała, wzięta przez Niemców do niewoli, ludność cywilna. Strona polska, aby zatrzymać atak wroga, użyła działek przeciwpancernych. Po pewnym czasie sąsiednia lewoskrzydłowa 6. kompania 41. pp. nie wytrzymała natarcia i wycofała się
w stronę Placu Narutowicza. Wtedy lewe skrzydło kompanii Stanisława Adamskiego stało się niebezpiecznie odkryte, a sytuację dodatkowo pogarszał fakt, że kompania zaatakowana została przez czołgi także od tyłu. Pomyślnie jednak wycofująca się 6. kompania zaatakowała z powodzeniem dwa czołgi, powodując konieczność opuszczenia ich przez załogi. Uciekinierzy chcąc się za wszelką cenę gdzieś schronić pospiesznie udali się w kierunku ulicy Bema, jednak tam natrafili na I pluton 6. kompanii 40 pp.
W okresie od 8. do 26. września Stanisław Adamski trwał na stanowiskach w pierwszej linii obrony, gdzie praktycznie nie mogło być mowy o jakimkolwiek dłuższym odpoczynku. Przez większą część września Stanisław Adamski pełnił działalność patrolową
i wywiadowczą, obserwując zachowanie się nieprzyjaciela. Wszystkie zdobyte wówczas informacje i własne spostrzeżenia meldował dowództwu. Stanisław Adamski wspomina: „Gdzieś od 20. września zauważyłem, że Niemcy zagęścili swoje gniazda oporu, wysunęli na przedpole silnie uzbrojone placówki, które skutecznie utrudniały pracę naszych patroli. Z naszej strony wzmocniono zwykłe czujki podoficerskie cekaemami, granatami, rakietami. W dzień poza linię czujek, nie wolno było zapuszczać się własnym patrolom, które czasami wpadały w zasadzkę i trudno, niejednokrotnie ze stratami, dawało się je ocalić”.
Na Warszawę spadały bomby zapalające, więc co jakiś czas wybuchały nagłe, trudne do ugaszenia, pożary. Po latach Stanisław Adamski opowiadał: „W pamięci na długo utrwalił mi się zapach wojny – zgorzelisk i charakterystyczny odgłos, gdy żołnierskimi, podkutymi gwoździami butami, rozgniatało się szkło z wybitych szyb”.
Pewnego dnia, podczas przeprowadzania zwiadu na terenie ogródków działkowych, napotkał niemiecką ciężarówkę, której załoga najprawdopodobniej zamierzała zaopatrzyć się w warzywa. Po odczekaniu, aż ciężarówka dotrze na najbliższą możliwą odległość, żołnierze oddali z karabinów maszynowych strzały, uszkadzając opony oraz silnik. Pomimo, iż samochód zepsuł się, Niemcy nie chcieli go opuścić. W tej sytuacji Stanisław Adamski wrzucił do środka granat, który spowodował, że ranni żołnierze musieli opuścić pojazd. Dwóch najlżej rannych jeńców przekazał dowództwu znajdującemu się na pozycjach obronnych, pułkownikowi Kalandykowi – dowódcy pułku i majorowi Kasjanowi – dowódcy 2 batalionu. Dowódca pułku rozkazał dowódcy kompanii Janowi Grzybowskiemu odznaczyć Krzyżem Walecznych oraz awansować Stanisława Adamskiego na polu walki do stopnia plutonowego.
22. września z okna budynku dawnego sierocińca Adamski dostrzegł kilka niemieckich samochodów osobowych, którymi jechali wyżsi oficerowie bacznie lustrujący za pomocą lornetek przedpole. Naprzeciw sierocińca stał dziewięciopiętrowy wieżowiec, w którym umieszczono dwa cekaemy. To z nich grupa żołnierzy sierżanta podchorążego Koralowa ostrzelała niemieckie auta. Nie trzeba było długo czekać na odpowiedź. Niemcy zaatakowali używając artylerii i starali się zburzyć po kolei każde piętro budynku, z którego padły strzały. Pociski dosięgły także sierociniec, w którym na pierwszym piętrze przebywał Stanisław Adamski. Ostrzał artyleryjski spowodował, że podłoga z nim zawaliła się i przygniotła znajdującego się piętro niżej żołnierza, który w niedługim czasie zmarł ze względu na zbyt rozległe rany. Na szczęście Stanisław Adamski wyszedł z tego zdarzenia jedynie lekko ranny w głowę od spadającej cegły.
25. września 1. i 2. batalion pp. wyruszył w stronę Fortu Szczęśliwieckiego z zamiarem umocnienia pozycji obronnych na Ochocie. W tym samym czasie Niemcy przygotowywali siły do generalnego szturmu na pozycje obronne stolicy, więc wypad zakończył się niepowodzeniem.
W nocy trwał kilkugodzinny nieprzerwany atak artyleryjski, a nazajutrz –26. września,
o godzinie ósmej Niemcy przystąpili do gruntownego ataku na polskie linie obronne. Niemiecka piechota za pomocą miotaczy ognia próbowała wygonić żołnierzy z okopów,
a artyleria raziła z wyjątkową siłą. Siły polskie rozbite zostały bardzo szybko. Stanisław Adamski z pozostałych przy życiu żołnierzy zorganizował drużynę, która na rozkaz dowódcy batalionu miała ochraniać piekarnię na ulicy Prądzyńskiego.
27. września działania wojenne zostały zakończone, a rozkaz zawieszenia broni
i zarazem przegrupowania wojsk wydano o godzinie trzynastej. Akt kapitulacji podpisał inspektor armii, generał Tadeusz Kutrzeba.
29. września nowym miejscem zakwaterowania Stanisława Adamskiego stał się budynek szpitala. To wtedy został poinformowany przez porucznika Ralskiego o utworzeniu podziemnej armii nazwanej Służba Zwycięstwu Polski. Postanowił wstąpić do SZP, jednak pomysł ten nie spotkał się z przychylnością ze strony dowódcy kompanii i batalionu, który odmówił zdecydowanie zwolnienia jakiegokolwiek żołnierza ze służby wojskowej. Należało więc pogodzić się z losem i udać do niewoli, co w swoim pożegnalnym rozkazie zawarł także dowódca pułku.
1. października wraz z innymi jeńcami poddany został rewizji, w następstwie której odebrano mu wszystkie rzeczy osobiste, a pozostawiono jedynie mundur, obuwie
i bieliznę. Oficerom nakazano udać się do Góry Kalwarii, a resztę – żołnierzy
i podoficerów wysłano do leżącej niedaleko wsi Bzumin. Zapadł wówczas na zdrowiu, zarażając się czerwonką. Był bliski śmierci, gdy odnalazł go przebywający tam jego brat Zygmunt, który posiadał spory zapas żywności i lekarstw. Gdy odzyskał siły, uciekł wraz z bratem do Lwowa.
Od momentu wybuchu wojny we wrześniu 1939 roku Lwów stał się ważnym punktem na mapie polskiego ruchu oporu. Obroną Lwowa przeciw wojskom niemieckim i sowieckim dowodził generał Władysław Langner, który w latach 1938 – 1939 był dowódcą okręgu korpusu VI Lwów.
Jak wielu Polaków wcześniej się spodziewało, władze Związku Radzieckiego nie dotrzymały zawartych porozumień i rozpoczęły internowania żołnierzy będących obywatelami Polski. 28. października Lwów stał się częścią Ukraińskiej Republiki Związkowej, będącej częścią Związku Radzieckiego, a obszarowi Galicji Wschodniej nadano nazwę Ukraina Zachodnia. W grudniu wszczęto prześladowania wymierzone w polską inteligencję, a także Żydów i Ukraińców.
Po ciężkich przeżyciach, wyczerpany fizycznie, Stanisław Adamski trafił do szpitala na oddział neurologiczny, niestety szybko musiał z niego uciekać, ponieważ NKWD prawdopodobnie rozpoczęło już poszukiwania braci. W związku z tym został zmuszony do opuszczenia rodzinnego domu i ukrycia się przed Sowietami.
Pod koniec 1939 roku spotkał się z porucznikiem Marianem Rojkiem, który zaproponował mu działalność konspiracyjną. Po złożeniu przysięgi przystąpił więc do pracy w trzech dzielnicach Lwowa: Kleparowie, Zamarstynowie i Zniesieniu jako szef komórki Lwów – Północ. Używał pseudonimów „Karol” i „Korwin” oraz nazwisk „Jaworski” i „Zalewski”.
W związku z licznymi wpadkami, które kończyły się aresztowaniami Stanisław Adamski otrzymał polecenie ukrycia się w miejscowości Czarny Ostrów w obwodzie chmielnickim. Było to miejsce schronienia dla wielu osób zmuszonych do ucieczki przed okupantem.
Wiosną 1941 roku, po powrocie do Lwowa zajął się kompletowaniem dawnej komórki wywiadowczej, co okazało się bardzo trudne na skutek zerwania dawnych kontaktów nie tylko ze znajomymi, ale i rodziną. Prowadził w tym czasie bardzo intensywną działalność konspiracyjną. W przededniu wybuchu wojny niemiecko – radzieckiej 22. czerwca 1941 r. wywiad zintensyfikował swoje działanie, a aresztowania nie ustawały, więc Stanisław Adamski odwiedzał rodzinę tylko sporadycznie. Do 29. czerwca miasto opustoszało. Przed Niemcami uciekali Rosjanie i Żydzi, a ich miejsce zajmowała ludność ukraińska wiążąca z Hitlerem nadzieje na uzyskanie państwowej suwerenności. Sytuacja Polaków stała się jeszcze trudniejsza, a działalność konspiracyjna szczególnie niebezpieczna. Adamski przeszedł pod dowództwo porucznika Artura Fei. Dokonał on pewnej modyfikacji zamierzeń i strategii, która polegać miała na zachowaniu jak największego bezpieczeństwa przy jednoczesnej poprawie skuteczności. Coraz większym zagrożeniem stawały się antypolskie wystąpienia ze strony wielu Ukraińców, którzy jako rdzenni mieszkańcy Wschodniej Małopolski uważali, że posiadają prawo do usunięcia we współpracy z Niemcami mieszkających tam Polaków. ZWZ zaangażował się
w organizowanie placówek samoobrony, między innymi na Wołyniu. 14. lutego 1942 r. rozkazem Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych ZWZ zmienił nazwę na Armię Krajową. Po wybuchu wojny niemiecko – radzieckiej na wschodnich terenach Polski, które przeszły w ręce nowego, niemieckiego okupanta, działała organizacja „Wachlarz” prowadząca akcje wywiadowcze, dywersyjne i sabotażowe. Stanisław Adamski mówił wielokrotnie o działalności tej organizacji na terenach dawnej Rzeczypospolitej, gdzie wielu mieszkających tam Polaków głęboko wierzyło, że i za Zbruczem, odrodzi się państwo polskie. Zimą 1943 roku Stanisławowi Adamskiemu polecono likwidację punktu kontaktowego w dzielnicy Podzamcze, po przypadkowym, nie związanym z działalnością wywiadowczą, aresztowaniu jednego z łączników, który posiadał ważne informacje, jednak udało mu się w porę zniszczyć materiały, które dzięki temu nie trafiły w ręce wroga. Po wyznaczeniu swojego zastępcy udał się na krótki urlop, a wiosną następnego roku przeszedł pod dowództwo, Włodzimierza Białoszewicza, komendanta Dzielnicy Wschodniej. Oprócz tej prowincji, w Inspektoracie Lwów – Miasto istniały Dzielnice: Zachód, Północ, Południe oraz Śródmieście. Był to okres jego współpracy z podporucznikiem Stanisławem Łatkowskim, oficerem informacyjnym Dzielnicy Wschodniej od lutego 1942 roku do 31. lipca 1944 r.
Wraz z przesuwaniem się przez polskie ziemie frontu wschodniego, w dowództwie Armii Krajowej zrodził się plan mobilizacji oddziałów i zaatakowania wycofujących się wojsk niemieckich, aby jeszcze przed wkroczeniem wojsk sowieckich opanować teren. Działaniom zbrojnym nadano kryptonim „Burza”. Trwały one od marca do listopada 1944 roku oraz na dużo mniejszą skalę w styczniu 1945 roku. Podczas „Burzy” Stanisław Adamski mianowany został dowódcą plutonu II Rejonu Dzielnicy Wschodniej, którego ośrodek dyspozycyjny znajdował się w budynku gimnazjum męskiego nr VI przy ulicy Łyczakowskiej. Głównymi zadaniami plutonu było strzeżenie budynków instytucji publicznych oraz patrolowanie wyznaczonego obszaru działania. Tuż przed zakończeniem akcji Stanisławowi Adamskiemu powierzono zlikwidowanie archiwum byłego dowódcy Okręgu Stanisławów Armii Krajowej, kapitana Władysława Hermana oraz zabezpieczenie archiwów poszczególnych wydziałów sztabu. Po zakończeniu walk rozkazy tego typu jeszcze się nasiliły. Adamski ukrywał mające dużą wagę informacje w mieszkaniach należących do członków Komendy Głównej Okręgu Lwów po ich aresztowaniu 27. lipca 1944 r. Akcja „Burza” we Lwowie nie osiągnęła niestety zakładanych celów i Lwów został odcięty od Polski nową granicą państwową.
Stanisław Adamski postanowił ustabilizować chociaż w pewnym zakresie swoją sytuację życiową, dokonując meldunku w mieszkaniu na ulicy Łyczakowskiej oraz zatrudniając się w fabryce wyrobów farmaceutycznych. Rozpoczynając nowy etap Stanisław Adamski nie utracił kontaktów ze współpracownikami z okresu konspiracji, przez cały czas utrzymywał łączność z tymi, którzy jeszcze pozostali na wolności. Związki te obserwowane były przez sowiecką formację kontrwywiadu Smiersz zajmującą się zwalczaniem szpiegostwa i dezercji podczas II wojny światowej. W pierwszych dniach kwietnia 1945 roku Stanisław Adamski został aresztowany i wtrącony do więzienia przy ulicy Kadeckiej, w którym przebywał do 31. grudnia 1945 r. Początkowo miejscem pobytu była stajnia, będąca wcześniej własnością niemieckiej NSDAP jako część głównego gmachu partii we Lwowie. W tym miejscu uwięziono około trzydziestu osób. W ciągu dnia więźniowie stali, leżeć mogli tylko o zmroku. Jedyną możliwością spaceru, podczas którego strażnicy krępowali drutem kolczastym ręce osadzonego, było przejście do głównego gmachu na przesłuchanie. Podczas przesłuchań Stanisław Adamski przyznał się do przynależności w AK i uczestnictwa w przygotowaniach akcji „Burza” we Lwowie. Przez cały czas trwały śledztwa, jedni odchodzili, inni zajmowali ich miejsca. 11. listopada z okazji Święta Niepodległości Stanisław Adamski zorganizował wieczór poetycko-literacki, podczas którego wygłosił okolicznościowy referat, a inni koledzy recytowali ze sceny wiersze polskich wieszczów narodowych. O całym wydarzeniu bardzo szybko dowiedział się śledczy na skutek donosu dezertera z armii niemieckiej, a następnie żołnierza Armii Krajowej w okresie „Burzy”. Na szczęście zdarzenie to uszło więźniom na sucho.
Po latach wspominając pobyt w więzieniu opowie, że najbardziej utkwiło mu w pamięci, jak na początku maja dało się słyszeć w całym więzieniu wygrywane na trąbce melodie pieśni: ”Chwalcie łąki umajone”, „Kiedy ranne wstają zorze” i „Śliczna gwiazdo miasta Lwowa”, co skutecznie podtrzymywało więźniów na duchu.
Po dziewięciomiesięcznym pobycie w lwowskim więzieniu 9. stycznia 1946 r. trafił do obozu dla żołnierzy i oficerów Armii Krajowej w Riazaniu – Diagilewie. Przebywali tam między innymi generałowie: Kazimierz Tumidajski „Marcin”, Władysław Filipkowski „Janka”, Ludwik Bittner „Halka” i Aleksander Krzyżanowski „Wilk”. Łącznie w obozie przebywało około trzech tysięcy osób. Polacy w Diagilewie przetrzymywani byli bez wyroków, natomiast formalnie uważani byli za internowanych. W zarejestrowanej w 1996 roku rozmowie z redaktorem Radia Opole Andrzejem Russakiem Stanisław Adamski twierdził, podobnie zresztą jak inni byli więźniowie sowieckich łagrów, że określenia „internowani” zaczęto używać wobec nich dopiero po zakończeniu wojny. Stanisława Adamskiego umieszczono w baraku zamieszkanym przez dawnych przyjaciół ze służby wojskowej w AK, kapitanów: Karola Borkowetza i Mariana Waltera oraz podporucznika Stanisława Sypniewskiego. Następnego dnia, 10 stycznia, Stanisław Adamski złożył meldunek generałowi Władysławowi Filipkowskiemu oraz pułkownikowi Stefanowi Czerwińskiemu i przedstawiony został przez kapitana Karola Borkowetza do awansu na stopień kapitana. Nominacja została dokonana przez generała Filipkowskiego w obecności pułkownika Czerwińskiego i porucznika Stefana Laskowskiego.
Dłużący się czas Stanisław Adamski wykorzystywał wykonując różne przedmioty
z drewna, przeważnie dewocjonalia. Były to różańce, ryngrafy, kapliczki, ołtarzyki, a pod koniec pobytu także ołtarze polowe. Owe przedmioty kultu religijnego tworzone były przez autora przede wszystkim dla duchownych przebywających w łagrze. Jednym z księży,
z którym Stanisław Adamski się zaprzyjaźnił, był mieszkający w tym samym baraku, pochodzący ze Lwowa franciszkanin, ojciec Rafał Kiernicki, późniejszy biskup lwowski, nazywany przez łagierników „Dziunio”. W latach osiemdziesiątych wykonany przez Adamskiego składany ołtarzyk ks. Kiernicki przekazał Muzeum Wojska Polskiego
w Warszawie, w którego zbiorach znajduje się także wykonany w łagrze różaniec ofiarowany przez Teresę Mozer – Adamską, żonę Stanisława.
W obozie działał teatr amatorski „Nasza Buda”, którego animatorem był podporucznik Edward Downarowicz o pseudonimie „Magik”. Adamski włączył się do działalności artystycznej, tworząc dekoracje do patriotycznych przedstawień.
4. października 1947 r. po krótkim pobycie w obozie nr 437 w Bogorodskoje, będącym podobozem obozu nr 158 w Czerepowcu nad jeziorem Rybińskim w obwodzie wołogodzkim,  znalazł się wraz z grupą 100 – 120 oficerów i działaczy stronnictw politycznych oraz delegatur okręgowych rządu Rzeczypospolitej Polskiej w wielonarodowym obozie w Griazowcu nr 150. Adamski wspomina, że w Griazowcu panowały lepsze niż w poprzednich obozach warunki, ze względu na większą przestrzeń i lepsze wyżywienie, o które drobiazgowo dbali niemieccy jeńcy. Ciężkie dni nadeszły wraz z zimą przełomu lat 1947 – 1948, kiedy trudno było wytrzymać pobyt w nieogrzanych barakach.
W kwietniu 1948 roku rozpoczęły się pierwsze zwolnienia. Wśród kilkunastu osób, którym wydano zaświadczenia o zwolnieniu i bezpłatne bilety kolejowe do Lwowa, był Stanisław Adamski. Byli więźniowie zostali wyrzuceni za bramę obozu, wraz ze zwróconymi
z depozytu rzeczami osobistymi. Stanisław Adamski wraz z kilkoma kolegami ze Lwowa postanowił udać się do polskiej ambasady i konsulatu z prośbą o pomoc, ostatni posiłek jedli przed trzema dniami, w obozie i byli bez pieniędzy. Po odnalezieniu obu placówek dyplomatycznych okazało się, że nie można liczyć na jakąkolwiek z ich strony pomoc, gdyż nie są to instytucje charytatywne, a poza tym radzieckie władze nie uznają petentów za obywateli polskich. Wszystkie wyjaśnienia udzielone zostały w języku rosyjskim. W tej sytuacji pozostało jak najszybciej dotrzeć do Lwowa i odszukać rodziny, krewnych
i przyjaciół. Wielu z nich mogło już znaleźć się w Polsce, której wschodnia granica przesunięta została za Bug. Możliwe też było, że część z nich nie wróciła jeszcze
z dalekich łagrów lub kazachskich stepów, gdzie większość z nich została na zawsze.
Po przyjeździe do Lwowa na wiosnę 1948 roku, Stanisław Adamski podczas rozmów ze znajomymi, których spotkał, bardzo szybko zorientował się w nowej sytuacji polityczno – społecznej oraz bytowej. Część jego krewnych wyjechała w 1946 roku na Górny Śląsk, ze względu na niebezpieczeństwo grożące ze strony sowieckiego prokuratora, mieszkającego w domu należącym do rodziny. Został zatem zmuszony do znalezienia jakiegoś miejsca, w którym mógłby zamieszkać oraz do zdobycia funduszy na utrzymanie się we Lwowie, poddanym ponownie władzy radzieckiej.
Sowieci rekwirowali nie tylko mieszkania i przedmioty należące do Polaków, ale także dzieła sztuki będące spuścizną kilkusetletniej polskiej i europejskiej historii. Mając jako jedyny dokument zaświadczenie z obozu postanowił zameldować się w mieście. Początkowo korzystał on z gościny znajomych, i co noc zmieniał miejsce noclegu. Niedługo potem podjął próbę rejestracji w biurze wiz i repatriacji w celu umożliwienia wyjazdu do Polski. Do zameldowania i podjęcia pracy niezbędny był oczywiście paszport, bez którego groziło wysiedlenie z miasta. Nie myślał nawet o tym, by starać się o obywatelstwo radzieckie, które mogło znacznie ułatwić życie.
W 1948 roku z dalekich ostępów Związku Radzieckiego zaczęli powracać do Lwowa znajomi i przyjaciele Adamskiego. O.Rafał Kiernicki zaraz po przyjeździe trafił do lwowskiej katedry i uzyskał pozwolenie na funkcję proboszcza bazyliki metropolitalnej z zaznaczeniem, że praca duszpasterska ma być prowadzona tylko na terenie kościoła.
Adamski jako pomocnik geodety, zamieszkał w wiosce nad Pełtwią, gdzie prowadzone były obliczenia związane z regulacją rzeki. Niedługo było mu dane cieszyć się tą krótką, względną stabilizacją we Lwowie. Został wezwany do biura firmy, w której był zatrudniony. Czekali tam funkcjonariusze kontrwywiadu Smiersz, którzy go aresztowali, a następnie przedstawili propozycję współpracy, a gdy odmówił został wywieziony w kajdankach i
z zawiązanymi oczami za miasto. Po około dwóch godzinach jazdy samochodem został wtrącony do piwnicy jakiegoś budynku, prawdopodobnie kościoła lub cerkwi. W dużej kamiennej celi na betonowej podłodze przyszło mu spędzić pół roku. Przez ten czas prowadzono śledztwo w sprawie kontaktów z różnymi oficerami, przebywającymi
w więzieniach i łagrach jeszcze w latach 1941-1945, a z którymi Adamski miał się rzekomo porozumiewać po powrocie z łagru wiosną 1948 roku. Warunki w więzieniu były nieporównywalnie cięższe od tych panujących w obozach. Najtrudniej było przezwyciężyć głód, zimno i osamotnienie. Miało to prowadzić do załamania więźnia aby przyznał się do stawianych zarzutów. Po trwającym osiem dni procesie został uniewinniony, ale nadal przetrzymywano go w więzieniu. Uniemożliwiono mu wyjazd do Polski.
Ze względu na bezpieczeństwo najbliższych i przyjaciół zrezygnował z kontaktów z nimi, wykluczył także korespondencję z kolegami z łagrów i z tymi, którzy ekspatriowali się do Polski. Podjął się pracy jako stróż w pralni. Na zlecenie profesora Mieczysława Gębarowicza tłumaczył też kronikę pewnego ukraińskiego pisarza.
Pragnąc pozostać we Lwowie, podjął ostateczną decyzję o przyjęciu radzieckiego obywatelstwa.
Dnia 26. lipca 1952 r. Stanisław Adamski zawarł związek małżeński z Teresą Mozer, córką profesora Politechniki Lwowskiej, która podczas okupacji niemieckiej była działaczką Wojskowej Służby Kobiet i łączniczką AK. Mozerowie byli jedną z nielicznych związanych z Politechniką rodzin, która pozostała po wojnie we Lwowie.
Postanowił zostać w rodzinnym mieście, ponieważ pragnął jak najwięcej uczynić dla mieszkających za nową wschodnią granicą Polaków oraz ochrony dziedzictwa polskiej kultury.
We Lwowie podczas okupacji niemieckiej i sowieckiej wiele dzieł sztuki zostało zagrabionych lub zniszczonych bezpowrotnie. Wiele z nich udało się uratować dzięki ostatniemu dyrektorowi Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, profesorowi Mieczysławowi Gębarowiczowi, który pomimo trudnych warunków okupacyjnych kontynuował swoją działalność w służbie polskiej kultury.
W latach czterdziestych powracający z obozów przyjaciele Stanisława Adamskiego, którym zależało na ochronie dziedzictwa polskiej kultury i tożsamości narodowej Polaków postanowili kontynuować działalność konspiracyjną. Obok Stanisława Adamskiego grupę konspiracyjną tworzyli m. in.: Helena Terlecka, x. Rafał Kiernicki. Stopniowo dołączały inne osoby, takie jak Mieczysław Gębarowicz, Janina Zamojska, siostry: Zofia i Krystyna Pankówny, doktor Henryk Mosing, muzyk Andrzej Nikodemowicz. Zajmowali się oni ratowaniem pamiątek polskiej kultury, wychowywaniem dzieci, nauczaniem języka polskiego i religii, wspieraniem parafii katolickich, organizowaniem uroczystości patriotycznych i religijnych. Większość z nich wyjechała na przełomie lat czterdziestych
i pięćdziesiątych do Polski. Pozostali, kontynuowali swoją działalność, organizując spotkania przy katedrze oraz w domu pp. Adamskich. O głębokiej konspiracji świadczy fakt, że osoby z tej grupy długo nie wiedziały nic o wywiezieniu Stanisława Adamskiego do więzienia w Mościskach w 1948 roku.
Wkrótce po powrocie do Lwowa Adamski rozpoczął współpracę z księdzem Rafałem Kiernickim, dla którego wykonywał w katedrze prace remontowo-konserwatorskie, a także renowacje obrazów. Obaj czuli się związani poprzez wspólny pobyt w łagrze. Stanisław Adamski współpracował też z doktorem Henrykiem Mosingiem, którego działalność była ściśle konspiracyjna. Doktor, potajemnie wyświęcony na kapłana, pełnił rolę podwójną: duszpasterza i lekarza. Po wojnie pracował na Podolu, ponieważ tam szczególnie brakowało księży. Ksiądz udzielał Adamskiemu porad zdrowotnych oraz przekazywał informacje, dla których kościołów Podola konieczne jest wykonanie prac: ławek, ambon, czy innych elementów wystroju świątyń. Adamski wykonywał na Podolu prace stolarskie
i snycerskie w kościołach i projektował przebudowę świątyń i kaplic oraz dokonywał adaptacji budynków mieszkalnych do roli miejsc kultu. W tych jakże trudnych warunkach, kiedy nie wydawano zezwoleń ani na budowę ani nawet na remonty budowli sakralnych, Adamski wykazywał się wielką odwagą i pomysłowością, by osiągnąć cel. Wykonywał prace w wielu kościołach na Podolu, m.in. w Barze, Hołozubińcach, Czerniowcach, Miastkówce, Gródku Podolskim, Żmerynce, Kamieńcu Podolskim, Czeczelniku, Braiłowie
i innych miejscowościach. W kościele parafialnym w Szarogrodzie sporządził schody, balaski, tabernakulum oraz stół ołtarzowy z figurami. W leżącej na wschód od Szarogrodu Murafie zaprojektował nagrobek dla księdza infułata Antoniego Chomickiego. interesował się także losem polskich, katolickich cmentarzy: „Stan cmentarzy był szczególną troską naszych znajomych powracających z długiego zesłania kapłanów, takich jak śp. ks. Drzepecki, Bukowiński, Kuczyński – czy do dziś żyjący ks. Darzycki, którzy za pokutę na spowiedzi dawali swym penitentom zadanie zaopiekowania się opuszczonymi polskimi grobami” – pisał w liście do Krystyny Rostockiej.
Szarogród             Stół ołtarzowy wykonany przez S. Adamskiego w kościele w Szarogrodzie

Urodzony w Kazachstanie ks. prałat Ludwik Kamilewski z Żytomierza tak wspomina Adamskiego: „Kiedy byłem wikariuszem w lwowskiej katedrze, często przychodziłem do domu pp. Adamskich, by porozmawiać o różnych sprawach. Adamski był w dobrej przyjaźni z o. Kiernickim i to właśnie jego osoba nas ze sobą związała. Skromny, nie afiszujący się Adamski posiadał szereg kontaktów z duchownymi na Wschodzie, wiem, że też m.in. z obecnym ordynariuszem odeskim, Bronisławem Biernackim”.
Adamski bardzo głęboko przeżywał wszystkie wydarzenia w kraju, które miały wpływ na reakcje władz we Lwowie w czasie rozpadu Związku Radzieckiego. W jednym z listów do Rostockiej z 1991 roku pisał m.in.: „Awantura przemyska przypieczętowała los paru kościołów we Lwowie. Szykowany kościół karmelitów na kościół arcybiskupa, a klasztor na siedzibę kurii, paroletnia akcja na odzyskanie kościoła św. Elżbiety – zakończyła się naszą porażką. Nie lepiej przedstawia się sprawa nauczania języka polskiego w szkołach prowincjonalnych, gdzie młodzież polska jest licznie reprezentowana. W tym roku szkolnym napływ dzieci do obu szkół polskich (we Lwowie istnieją dwie szkoły polskie: nr 10 oraz im. Marii Konopnickiej – przyp. autora) był taki, że możnaby otworzyć nie jedną, ale dość liczne oddziały pierwszej klasy, niestety ani warunki lokalowe, brak nauczycieli, a przede wszystkim stosunek władz, był przyczyną, że straciliśmy te dzieci (…). Dobrze, że choć te kłopoty nie dotykają naszych placówek na wschód od Zbrucza”.
W korespondencji z pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia do Adama Hlebowicza z Rady Krajowej Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”, autora wielu publikacji na temat odrodzenia życia religijnego na Wschodzie, dla którego Adamski był autorytetem i źródłem informacji, porusza kwestie: działalności kościoła w podziemiu, stosunków z unitami oraz innymi Kościołami i wyznaniami, utworzenia hierarchii łacińskiej na Ukrainie: „…moje spostrzeżenia i wspomnienia dotyczące dopiero lat 50 – tych, gdy po powrocie z łagrów i wygnania szukałem kontaktu z Kościołem i działającymi w Kościele strukturami organizacyjnymi. Na terenie [Ukrainy] kościoły dotąd pozostawały czynne, dokąd istniały komitety parafialne, a księża nie zostali pozbawieni tzw. >>sprawek<< oficjalnie zezwalających na działalność duszpasterską. Utracić tę sprawkę było nadzwyczaj łatwo, niekoniecznie za jakieś przekroczenie przepisów, a wtedy proces likwidacji parafii, zamknięcia kościoła postępował bardzo szybko. Mimo bardzo silnej infiltracji, istniały nielegalnie takie organizacje, jak: Akcja Katolicka, Sodalicja Mariańska, III zakon tercjarski; głęboko zakonspirowane zgromadzenia zakonne, >>skrytki<< – organizacje, które przetrwały w podziemiu od czasów okupacji w szczątkowych grupach, ale wciąż odradzające się. Dzięki nim istniała w szpitalach możliwość sprowadzenia księdza do udzielenia ostatniego św. namaszczenia, nawet dla odprawienia po kryjomu mszy św. dla chorych. Im należy zawdzięczać prowadzenie katechizacji, przygotowanie do I komunii św., urządzanie nabożeństw w prywatnych domach, kaplicach cmentarnych, czy też nabożeństw w kościołach, kaplicach, przy zamkniętych drzwiach dla ściśle wtajemniczonych przez księży, którzy prowadzą swą działalność nielegalnie, raczej misyjną na terenie całego ZSRR. Księża ci wysłuchiwali spowiedzi na stojąco w otoczeniu zaufanych osób, które natychmiast alarmowały, gdy zbliżało się niebezpieczeństwo rozpoznania przez >>kapusi<<, często spowiedzi odbywały się w rozmaitych zakamarkach kościelnych: na schodach na chór, dzwonnicy itp.; znam także kuriozum jak spowiedź w szafie, w której siedział godzinami zamknięty spowiednik, szafa nie miała tylnej ściany i zakrywała otwór w ścianie, przez który można było na czas uciec, by uniknąć dekonspiracji”.
Adamski głęboko przejmował się sprawą zachowania języka polskiego i ochrony zabytków polskiej kultury: „Sprawa bardzo nam leżąca na sercu wkładek w języku polskim w obu czasopismach napotyka na trudności…”. „Nie tylko na Lwowszczyźnie, ale nawet na Podolu za Zbruczem wprowadza się msze święte w języku ukraińskim, z tym, że dla przykładu w Winnicy na msze św. w języku polskim przychodzą setki wiernych (…)
i zupełnie do policzenia na palcach garstka wiernych na mszach św. w języku ukraińskim”. „Sprawa zabytkowych obiektów sakralnych jest wielkim problemem. Te przekazane
w użytkowanie są niedostępne do nadzoru Urzędu Ochrony Zabytków, jeśli ich fasady są jeszcze restaurowane, to wnętrza, niekiedy w całości zachowane, są niszczone przez wprowadzanie nowych wymogów. W nielicznych przypadkach tylko istnieje zrozumienie dla wartości kulturalnych tych obiektów, ale na ich konserwację rzetelną nie ma funduszy”.
Walkę o zwrócenie katolikom świątyń Adamski tak relacjonował: „Nasze starania
o oddanie katolikom lwowskich kościołów, o Marię Magdalenę są nazbyt niemrawe, ograniczają się do ciągłego pisania do różnych instancji, przeważnie z wymijającymi odpowiedziami”.
    Pod koniec lat osiemdziesiątych nasilił zabiegi o wysyłanie książek i dewocjonaliów na Podole, Syberię i do Kazachstanu.
Dom we Lwowie, w którym państwo Adamscy zamieszkali po ślubie, przez wiele lat był
i jest w dalszym ciągu szczególnym ośrodkiem polskości. Ma on swoją historię
i atmosferę. Niezwykły klimat tego miejsca tworzą stare, cenne meble, żyrandole, liczne obrazy, bogaty zbiór książek. Adamski jako świadomy kolekcjoner kupował
w antykwariatach wiele wartościowych pamiątek, wiedząc, że ratuje je przed zniszczeniem. Wiele interesujących pamiątek i przedmiotów zostało ofiarowanych przez Polaków wyjeżdżających po wojnie ze Lwowa. Najcenniejsze z nich zostały przekazane do Polski.
U pp. Adamskich od lat pięćdziesiątych odbywały się spotkania Polaków z okazji świąt kościelnych i narodowych. Przyjeżdżali też z kraju harcerze, którzy nawiązywali kontakty
z młodzieżą lwowską, a rodzina Adamskich organizowała wyjazdy dzieci z terenów dzisiejszej Ukrainy do Polski. Dzięki temu ci młodzi ludzie spotykali się z rówieśnikami
w Polsce.
Na Sieczenowa wystawiano również jasełka, do których Stanisław Adamski tworzył scenografię i kostiumy dla występujących w przedstawieniach dzieci, wśród których znajdowało się troje jego potomków: Stefan, Marcin i Monika.
Do dnia dzisiejszego w tym domu odbywają się spotkania Klubu Myśli Katolickiej, założonego na początku lat dziewięćdziesiątych przez małżonków. O genezie KMK
i związanych z nim kłopotach mówią fragmenty listu z 30. października 1990 r. do Rostockiej: „Nasze specyficzne warunki nie pozwoliły na przyjęcie sugerowanej nazwy >>Polski Klub Katolicki<<, zdecydowaliśmy go nazwać >>Klub Myśli Katolickiej<<”. „Wokół powstania tego Klubu, mimo, że liczyliśmy się z rozmaitymi trudnościami, powstało dużo problemów. Najgorszy to lokal. Nie chcemy korzystać z przytułku w szkole, bo dyrekcja niechętnie to widzi, a kościół św. Elżbiety jeszcze formalnie nie został nam oddany (…). Katedra nie dysponuje tego rodzaju pomieszczeniem, zwłaszcza że możnaby korzystać tylko dorywczo z którejś z kaplic (…). Problemem też niebagatelnym jest chęć posiadania osobowości prawnej, a tu pewne obawy. Bardzo serdecznie dziękuję za zaangażowanie się w pomoc temu naszemu Klubowi, mamy już podobne oferty z Przemyśla, Lubaczowa, więc plany prac Klubu nie będą stanowiły trudności”. „Otrzymałem dziś wysłany statut opolskiego KIKu oraz programy działalności, jak również doskonały odcisk pieczęci opolskiego KIKu. Serdeczne Bóg zapłać”.
O gościnności i serdecznym nastawieniu pp. Adamskich do gości z Polski świadczy list
z 6. lutego 1996 r.: „…była taneczna grupa z Warszawy (zespół raczej profesjonalny – przeważnie studenci), razem trzydzieści parę osób, gościliśmy ich w obu domach, mimo pewnych niedogodności jesteśmy bardzo zadowoleni, że poczuli się u nas jak u siebie w domu, nieskrępowani, rozśpiewani, pełni werwy i humoru, wnieśli do domu wiele radości, pogody, niemalże karnawałowy nastrój…”. Raz zdarzyło się nawet, że harcerze z Polski zajęli cały dom, a gospodarze przenieśli się do hotelu.
Wskutek zsyłki i pobytu w więzieniach Stanisław Adamski miał problemy zdrowotne. Postępujący gościec i inne schorzenia sprawiały, że dwukrotnie przebywał na leczeniu
w Polsce. W liście z 20. września 1990 r.: „Pan Bóg szczególnie dla mnie łaskaw, pozwolił jeszcze raz jakoś wrócić do zdrowia, niedowład nóg cofnął się o tyle, że poruszam się zupełnie znośnie, a to, że same stopy nadal jak z drewna, nie bardzo przeszkadza, zawsze bardzo w nie marzłem, teraz są nieczułe na temperaturę, co może być niejaką pociechą w związku z zapowiadaną wczesną, ostrą i długotrwałą zimą”. W innym liście: „Znam ten ból, miałem w młodości złamane obie ręce w nadgarstkach, a teraz gościec najczęściej właśnie te stawy mi atakuje. Na szczęście jednak pragnę dodać, że te złamania wcale nie przeszkadzały mi przez długie lata zajmować się rzeźbą w drewnie i metaloplastyką. Niestety prawie od pół roku nic już robić nie mogę, a czasem nawet trudno mi pisać. Starość nie radość – dobrze, że choć jeszcze w inny sposób mogę być czynny”. Skarżąc się na kłopoty ze zdrowiem Adamski stwierdzał: „A jednak nie mogę odmówić jakiejś współpracy, czy to z okazji majowych świąt państwowych, 50. rocznicy bitwy pod Monte Cassino, czy też w przygotowaniu wystawy poświęconej pamięci, z okazji 100 – lecia urodzin śp. prof. Gębarowicza.
U pp. Adamskich odbywały się próby dziecięcych i młodzieżowych zespołów tanecznych
i wokalnych prezentujących swoje umiejętności podczas obchodów świąt narodowych: „Tym razem uroczystości trzeciomajowych nie uświetniają żadne występy zespołów krajowych, cały program opracowany i wykonany będzie przez zespoły nasze miejscowe. U nas w domu dwa razy w tygodniu ćwiczy zespół taneczny dzieci od lat 4 do 10, w te dni napełniają ogród wrzaski rozbawionej dzieciarni” – relacjonował w wymienionym liście.
Interesowano się losem kościołów katolickich i możliwością ich odzyskania. Był to temat zawsze obecny w rozmowach. Przyjeżdżało tam z Polski wiele osób, które pragnęły dowiedzieć się czegoś na ten temat, ponieważ rodzina Adamskich była najlepszym źródłem informacji: „Czekamy z niecierpliwością (…) by Ojciec Święty mianował administratora apostolskiego na Podole, zazbruczańską Ukrainę, zanim nastąpi oficjalne przekazanie praw Kościołowi Unickiemu. Po rozmaitych, oficjalnych sprzeciwach i mniej oficjalnie czynionych wtrętach, jutro, tj. 28.10.89 r. odbędzie się poświęcenie odzyskanego w Żółkwi kościoła. Ponieważ wybiera się na tę uroczystość żona z córką, spodziewam się dokładnego sprawozdania, swego czasu nawet przez dziurkę od klucza nie udało mi się zobaczyć wnętrza kościoła” – pisał 27. października 1989 r.
Częstymi gośćmi na Sieczenowa byli księża pracujący na Ukrainie, dziennikarze (Dominik Morawski, Anna Strońska, Jerzy Morawski, Adam Hlebowicz, Andrzej Russak i inni), którzy uzyskane wiadomości wykorzystywali w swoich publikacjach. Bywała też Dora Kacnelson, badaczka literatury polskiej okresu romantyzmu, która w swojej książce pt. Poezja Mickiewicza wśród powstańców w wieku XIX złożyła Adamskiemu podziękowanie za pomoc w zebraniu materiałów.
W grudniu 1988 roku powstało we Lwowie Towarzystwo Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej. Początkowo spotkania TKPZL odbywały się m. in. w domu pp. Adamskich. W 1992 roku prezesem Towarzystwa został Stanisław Czerkas, obecnie mieszkający w Polsce. Wspomina on Stanisława Adamskiego jako prawego i szlachetnego człowieka, tytana pracy, na którym zawsze można było polegać i uzyskać poradę w najtrudniejszej sytuacji.
Już w warunkach niepodległego państwa ukraińskiego po 1991 roku, Stanisław Adamski
z żoną założyli Klub Myśli Katolickiej wzorowany na polskich Klubach Inteligencji Katolickiej – społecznych organizacji katolików świeckich tworzonych w Polsce od 1956 roku. Jego prezesem została Teresa Mozer – Adamska. Małżonkowie byli animatorami spotkań członków Klubu z gośćmi z Polski oraz organizowali pomoc charytatywną. Po śmierci Stanisława Adamskiego w listopadzie 1999 roku, działalność Klubu kontynuuje jego żona Teresa Mozer – Adamska.
Na początku lat dziewięćdziesiątych nawiązał z nim kontakt młodszy kolega gimnazjalny, Jerzy Michotek. O udzielonej przez niego pomocy charytatywnej Adamski pisał m. in: „Pobyt Jego we Lwowie trwał parę godzin, a że zdążył nam podrzucić autobus pełen darów dla dzieci i potrzebującym pomocy starszym ludziom (…), Bóg mu za to zapłać, bo około ośmiuset ludzi poczuło, że są członkami jednej, dużej rodziny, a sekcja charytatywna KMK – ma ściśle określony plan działania chyba nie tylko na ten rok”.
W 1989 roku Stanisław Adamski przyjechał do Wrocławia dzięki pomocy dr Tadeusza Kukiza na leczenie. Danuta Nespiak, redaktor pisma „Semper Fidelis” wspomina poznanego wówczas drobnego, cichego i spokojnego człowieka, posiadającego wysoką kulturę osobistą i duży autorytet moralny, człowieka należącego do ostatniego pokolenia romantycznych patriotów, którego osobowość wysoko ceniona była nie tylko przez Polaków we Lwowie, ale i przez przyjaciół w kraju. Danuta Nespiak, będąc w 1993 roku we Lwowie była gościem rodziny Adamskich jako organizatorka pomocy charytatywnej dla najbardziej potrzebujących rodaków. Twierdzi ona, że Adamski pełnił tam bardzo ważną rolę, zaskakuje więc fakt niepojawienia się na jego pogrzebie duchownych z lwowskiej katedry. Według Danuty Nespiak mówi to wiele o obawach, czy wręcz strachu wciąż panującym na Ukrainie po latach jakie upłynęły od upadku komunizmu.
Zdaniem autora cyklu książek „Madonny kresowe” – Tadeusza Kukiza, Adamski był znany i ceniony we wrocławskim „Ossolineum”, ponieważ już od lat pięćdziesiątych pośredniczył wraz z profesorem Mieczysławem Gębarowiczem w przekazywaniu do Polski dzieł sztuki, co było jednoznaczne z ocaleniem części dorobku kultury narodowej. Kukiz poznał Stanisława Adamskiego w 1987 roku podczas kilkudniowego pobytu we Lwowie. Ich znajomość była kontynuowana. Spotkania odbywały się zarówno we Lwowie jak i w Polsce.
W 1989 roku Adamski uczestniczył w odsłonięciu zaprojektowanej przez siebie tablicy poświęconej poległym w obronie Ochoty i Woli. Uroczystość odbyła się w Warszawie,
w kościele Najświętszej Marii Panny Królowej Świata, na którego zewnętrznej ścianie zawieszono wykonaną we Lwowie tablicę z tekstem: Poległym w obronie Ochoty i Woli, bohaterom września, żołnierzom 40. pp. im. „Dzieci Lwowskich” w 50. rocznicę napadu hitlerowskiego na Polskę – tablicę tę poświęcają koledzy. W liście z 26. września 1989 roku Adamski pisał do Rostockiej: „Swój pobyt w Warszawie musiałem ograniczyć, uczestniczyłem tylko w odsłonięciu tablicy w kościele NMP Królowej Świata, w spotkaniu z kolegami sprzed 50 laty. Na zapowiedziany zjazd absolwentów i uczniów Szkoły Podchorążych Piechoty w Komorowie, który właśnie w tych dniach się odbywa, nie starczyło mi sił”.
W 1993 roku prezydent Lech Wałęsa podczas wizyty we Lwowie odznaczył Stanisława Adamskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej.
W 1994 roku Adamski został odznaczony medalem Ossolineum w uznaniu zasług za uratowanie archiwum profesora Mieczysława Gębarowicza. Jak powiedział dyrektor „Ossolineum” profesor Adolf Juzwenko, uroczystość odznaczenia odbyła się w konsulacie RP podczas pobytu przedstawicieli Zakładu we Lwowie. Gdyby nie Adamski, spuścizna po profesorze najprawdopodobniej uległaby zniszczeniu, nie powinien więc dziwić szacunek okazany przez placówkę kontynuującą tradycje Lwowskiego Zakładu Narodowego.
Duże znaczenie miały jego kontakty ze Stowarzyszeniem „Wspólnota Polska”, przede wszystkim z profesorem Ryszardem Brykowskim, oddziałem opolskim oraz Klubem Inteligencji Katolickiej z Opola.
Stanisław Adamski włączał się w działania mające na celu doprowadzenie do odnowienia i otwarcia cmentarza Orląt Lwowskich. O dyrektorze i Energopolu – firmie odbudowującej cmentarz: „Martwi nas to, że firma ta ma ulec likwidacji. Liczymy na to, że w miejsce tej firmy powstanie jakaś inna spółka, a w niej może znajdzie się znów ktoś, jak obecny dyrektor Energopolu, który tyle dobrego zdziałał. A jeszcze tyle spraw chciałem Mu zwalić na głowę: dzwony do dwu budujących się kościołów na Podolu, dostarczenie dużej ilości blachy na pokrycie dachu w klasztorze karmelitów w Barze i wiele podobnych spraw”.
Interesował się stanem zabytków na Ukrainie. Uzyskane informacje przekazywał
prof. Ryszardowi Brykowskiemu. Do Polski za jego sprawą trafiały ocalone przed zniszczeniem wartościowe pamiątki rodzinne, elementy wyposażenia kościołów, wizerunki madonn, a nawet pomniki. Z jego inspiracji powstały m.in. wystawy o tematyce kresowej prezentowane przez opolski oddział „Wspólnoty” w kraju i poza jego granicami oraz liczne obrazy o tematyce sakralnej przekazane do kościołów katolickich na Ukrainie.
U państwa Adamskich                                 Krystyna Rostocka w domu państwa Adamskich

Stanisław Adamski, podobnie jak wielu Polaków, którzy po wojnie pozostali w Związku Radzieckim, przez cały czas nie tracił nadziei, że Lwów znajdzie się kiedyś ponownie
w granicach państwa polskiego. Na krótko przed rozpadem ZSRR polscy mieszkańcy Lwowa z dużą ufnością spoglądali na zachodzące w Ojczyźnie przemiany ustrojowe, ożywienie narodowe Polaków na Kresach, zakładanie przez nich organizacji i stowarzyszeń. Pojawiła się też większa swoboda w przekazywaniu książek i dewocjonaliów, zwłaszcza do środowisk polskich za Zbruczem, tworzących na początku lat dziewięćdziesiątych szkółki języka polskiego i po wieloletniej przerwie parafie katolickie. Największym rozczarowaniem dla Adamskiego był brak oficjalnego potępienia skutków paktu Ribbentrop – Mołotow z 1939 roku. Polacy walczący o polskość Lwowa w 1918 roku i podczas II wojny światowej czuli żal, zawód i rozczarowanie przekazaniem tego miasta pod „skrzydła” Stalina. Po 1991 roku, pomimo otwarcia się nowych możliwości Polacy za Bugiem czuli się w dalszym ciągu opuszczeni. Pragnęli aby ich wytrwałość i walkę o zachowanie polskiej tożsamości na tych ziemiach ktoś w Kraju docenił i pamiętał, że nie tylko blisko za Bugiem, ale również dalej na Wschodzie, w trudnych warunkach mieszkają rodacy, którzy często znają kraj przodków jedynie z opowieści rodziców czy dziadków. Stanisław Adamski robił wszystko, co było w jego mocy, aby ludzie ci nie zapomnieli o swoich korzeniach, przyczyniając się do rozbudzania poczucia przynależności do narodu polskiego poprzez naukę języka, historii oraz kultywowanie wiary katolickiej.
W wielu miejscach na Podolu można zobaczyć materialne ślady działalności Stanisława Adamskiego w postaci przebudowanych czy rozbudowanych obiektów sakralnych oraz ich wyposażenia. Ale nie tylko świadectwa materialne dowodzą zasług tego człowieka. Pozostawił on po sobie również dobrą pamięć i sławę. Rodzina, przyjaciele, znajomi
i wszyscy, którzy zetknęli się z nim choć przez chwilę, wspominają go z uznaniem
i szacunkiem. Są to zarówno zwykli ludzie, którym służył radą i pomocą, jak
i przedstawiciele placówek naukowych, liczących się organizacji i stowarzyszeń w Polsce i na Ukrainie, a także dziennikarze, pisarze oraz duchowni.
Przemysław Harupa (2004 r.)

Reklamy